For a ballpark estimate on timing, figure about 13 minutes per pound of turkey when cooking an unstuffed bird. A stuffed turkey takes longer to cook; figure about 15 minutes per pound for a
Pewnego dnia para dostaje zaproszenie na prywatkę do ich wspólnego przyjaciela: Toma. Impreza została urządzona by ciepło powitać nową uczennicę która przeprowadziła się ze wsi i zaczęła uczęszczać do klasy z Jack'iem, Suzan i Tomem. W czasie zabawy Tom proponuje zebranym pewną grę.
Ram travels straight north at a speed of 10km/hr, while Shyam travels straight east at twice the speed of Ram. After 15 minutes, Shyam messages Ram that he is just passing by a large telephone tower and after another 15 minutes Ram messages Shyam that he is just passing by an old banyan tree. After some more time has elapsed, Ram and Shyam stop.
A version of this article appears in print on 05/12/2013, on page MM20 of the NewYork edition with the headline: The Scientific 7-Minute Workout. In 12 exercises deploying only body weight, a chair and a wall, it fulfills the latest mandates for high-intensity effort, which essentially combines a long run and a visit to the weight room into
RhQo. Bez problemu można się wybrać w jego wąwozy podczas pobytu w Zakopanem lub Bukowinie. I najczęściej tak właśnie Polacy go zwiedzają - od strony północnej, skąd dostęp do krasowych wąwozów jest najłatwiejszy. Ale mało kto wie, że gdy przejdzie się na południową stronę masywu, wówczas można odkryć świat rodem ze szwajcarskich widokówek: piękne jezioro otoczone górami, kolej przebijającą się górskimi kanionami i największą na świecie jaskinię lodową. Tak jest w Dedinkach nad jeziorem Palcmanská Maša. Dedinky z Gačovskej skaly Chyba każdy kiedyś zetknął się z nazwą Słowacki Raj. Jeżeli nie, to warto nadrobić tę zaległość. Wystarczy wybrać się zaledwie 40 km na południe od Popradu, do wsi Hrabušice, a konkretnie w okolice pola kempingowego w Podlesoku (1 km od Hrabušic), by wejść w świat skrytych wśród lasu wąwozów, wypełnionych wodą z rwących potoków. Szlaki w tych wąwozach prowadzą korytami strumieni, czasami po drewnianych kładkach a czasami po metalowych drabinkach, z których trzeba skorzystać, bo pokonać kilka wodospadów. Taka wyprawa nikogo nie pozostawia obojętnym wobec uroków Słowackiego Raju. Kto raz spróbował tej zabawy, na pewno tu powróci. Tych wąwozów jest aż 21. Dostęp do niemal wszystkich znajduje się od północnej strony masywu. Tylko do jednego trzeba wejść od południa. Ale nie tylko z tego powodu warto wybrać się na południe Słowackiego Raju. Foto: Peter Olekšák / Zejmarská roklina Dedinky leżą w dolinie rzeki Hnilec, pod południowymi stokami płaskowyżu Geravy i jego odnogi - Gačovskiej skaly, która spada niemal do samej wsi stumetrowym urwiskiem. Powstały w 1933 roku z połączenia dwóch górniczych wsi: Štefanovce i Imrichovce. W 1959 roku u stóp Dedinek ukończono budowę zapory wodnej, która spiętrzyła wody Hnilca i utworzyła malownicze jezioro o nazwie Palcmanská Maša. Od tego momentu zaczęła się pisać historia Dedinek jako centrum turystycznego. Wybudowano tu krzesełkową kolejkę linową na płaskowyż Geravy, hotel Priehrada i orczykowy wyciąg narciarski. Stok nie jest zbyt wymagający, ale zimą wystarczy, by oddać się białemu szaleństwu. Jednak warto pamiętać, że historia wsi sięga wieku XIV. A precyzyjnie: dwóch wsi... Foto: Peter Olekšák / Dedinky i Palcmanská Maša zimą z Gačovskiej Skaly Štefanovce Pierwsza pisemna wzmianka o osadzie w tym miejscu pochodzi z roku 1380. Szlachecki ród Thurzo z Betlanoviec osiedlił tu górników, którzy w okolicznych górach wydobywali rudy miedzi i żelaza. Tam, gdzie są górnicy, tam pojawiają się także obsługujący ich węglarze, drwale, cieśle i chłopi zajmujący się rolnictwem. Osada szybko się rozrosła, a gdy w 1638 roku zmarł bezpotomnie ostatni z przedstawicieli rodu Thurzo, wieś, podobnie jak i Spiski Hrad z rozległymi majątkami, przejął siedmiogrodzki ród Csáky. Foto: Shutterstock Dedinky W połowie XVIII stulecia doszło do rozdzielenia majątku Csáky w dolinie Hnilca pomiędzy dwóch braci: Štefana i Imricha. Istniejąca tu już wówczas spora wieś została podzielona na dwie niezależne części, na Štefanovce i Imrichovce noszące nazwy od imion braci. Imrichovce Zatem Imrichovce powstały w połowie XVIII wieku. Granicę pomiędzy obiema wsiami stanowiła droga wiodąca od Dobšinskiej Mašy na Geravy. Pierwszy raz w dokumentach pisanych wieś pojawia się w 1787 roku. Wiemy także, że Imrichovce od 1837 roku miały swój własny herb: Św. Imricha z szablą w prawej ręce i dwuramiennym krzyżem w lewej. Jednak wieś nie była osadą mlekiem i miodem płynącą. Panowała tu bieda, która i w drugiej połowie XIX wieku dawała się we znaki mieszkańcom. W 1872 roku wieś spustoszył wielki pożar. Ich fatalnej sytuacji materialnej towarzyszyły represje na tle narodowym. Coraz ostrzejsza madziaryzacja miała na celu zmienić nawet Słowaków pod Geravami w Węgrów. Dotykała ona wszystkich dziedzin życia: społecznej, religijnej i edukacyjnej. Z tamtych czasów pochodzi powiedzenie, które do dziś powtarzane jest w wielu słowackich domach: "Przetrwaliśmy madziaryzację, to już wszystko przetrwamy". Foto: Peter Olekšák / Dedinky i Palcmanská Maša zimą Pierwsza wojna światowa przyniosła mieszkańcom Imrichowców i Štefanovców dalsze utrapienia. Mężczyźni byli masowo wcielani do wojska. W domach pozostały jedynie kobiety, dzieci i starcy. To oni musieli przejąć wszystkie obowiązku w polu. A co tylko udało im się wyhodować lub zebrać, państwo konfiskowało na potrzeby prowadzonej wojny. W jej końcówce w całym regionie panował dotkliwy głód. Rozpad Austro - Węgier i powstanie Czechosłowacji dało mieszkańcom oddech od węgierskiego ucisku, ale nie poprawiło ich sytuacji ekonomicznej. Do szkół, urzędów i kościołów powrócił język słowacki, ale kiedy po 1926 roku zlikwidowano hutę w pobliskiej Stratenej, pracę utraciła cała rzesza ludzi: nie tylko ci, którzy pracowali przy piecach ale także drwale, węglarze i woźnice. Wielu z nich opuściło wioskę. Wobec spadającej liczby mieszkańców, Imrichowce zdecydowały się na połączenie ze Štefanovcami i w 1933 roku powstały Dedinky, czyli, po polsku, Wioseczki. Jezioro pośród gór W końcu lat pięćdziesiątych do Dedinek zawitało jezioro. Dla potrzeb energetyki postanowiono wybudować zaporę i elektrownię wodną na Hnilcu. I w ten sposób powstała Palcmanská Maša - sztuczne jezioro o powierzchni 85 ha. To dosyć niezwykła konstrukcja. Woda ze zbiornika płynie na południe podziemnym rurociągiem pod wzniesieniem Dobšinsky kopec, do Wilczej Doliny koło miejscowości Dobšina i napędza turbiny znajdującej się tam elektrowni. Palcmanská Maša jest otwarta dla pływaków i sprzętu wodnego (z wyjątkiem motorowego). Jezioro potrafi zachwycić już z oddali. I obojętne, z której strony przybywamy do Dedinek. Jeżeli od północy, z płaskowyżu Geravy, to widok z Gačovskiej Skaly zatrzyma nam na chwilę dech w piersiach. Jeżeli od zachodu, od strony nieistniejącej już wsi Statenská Pila, to wówczas "stratensky labirynt" będzie zapowiedzią czekających nas wrażeń. A jeżeli od wschodu, od strony wsi Mlynky, wówczas najpierw zobaczymy bryłę zapory powstrzymującej ponad 10 mln m3 wody. To naprawdę robi wrażenie. Foto: Shutterstock Dedinky Cisza i pociąg na wodzie Pierwsza rzecz, która zwraca uwagę tych, którzy przybyli do Dedinek przez góry, z wypełnionych szumem wody wąwozów północy Słowackiego Raju, to cisza. Cisza, w której słychać tylko bzyczenie owadów nad łąkami, śpiew ptaków i czasami szelest liści na wietrze oraz dzwonki owiec, wypasanych na halach powyżej jeziora. Ta cisza bardzo rzadko jest zakłócana stukotem kół pociągu przecinającego Palcmanską Mašę po usypanej przez jezioro grobli. Wtedy na chwilę wszyscy zwracają uwagę na tego nowego przybysza, który wyjeżdża powoli ze "Stratenskiego labiryntu", jak nazywany jest cały system grobli, mostów i tuneli, prowadzący wąwozem wzdłuż Hnilca od strony wsi Stratená, patrzą, jak zatrzymuje się na maleńkiej stacyjce, a potem znika pośród wzgórz w kierunku Mlynek. Foto: Peter Olekšák / Palcmanska Masa, pociąg na grobli przez jezioro Stacja Dedinky jest maleńka. Przy peronie liczącym 165 metrów stoi poczekalnia. Od lat zamknięta na głucho, choć oświetlona. Czeka nie na pasażerów, bo tych nie brakuje, lecz na generalny remont, który przywróci ją do życia. Za budynkiem stacji widać jezioro i zaporę. Ten odcinek torów był wybudowany i oddany do użytku w latach pięćdziesiątych, gdy wiadomo było, że poprzedni przebieg trasy z Mlynek do Hamrickiego tunelu znajdzie się pod wodą. Nota bene to właśnie ten tunel wyznaczył maksymalną wysokość zapory. Chodziło o to, by po napełnieniu zbiornika nie zalała go woda. Tunelem i groblą jeżdżą pociągi na trasie Margečany - Červena Skala. Warto wybrać się na taką przejażdżkę, bo przejazd "Stratenskim labiryntem" uważany jest za najpiękniejszy odcinek kolejowy na Słowacji. Foto: Peter Olekšák / Palcmanska Masa, pociąg na grobli przez jezioro Największa lodowa jaskinia na świecie Pociągiem z Dedinek możemy się dostać do stacji Dobšinská L'adová Jaskyña (Dobszyńska Jaskinia Lodowa), w pobliżu której znajduje się wejście do jaskini o tej samej nazwie. Jest ona jednym z najważniejszych i najciekawszych obiektów naturalnych na Słowacji i w całej Europie. Jest także największą jaskinią lodową na świecie. Została odkryta 15 lipca 1870 roku przez inżyniera - górnika E. Ruffiniego. Zaledwie rok później udostępniono ją już do zwiedzania. W 1881 roku była pierwszą w Europie jaskinią z oświetleniem elektrycznym. A w 1890 roku odbył się tu pierwszy na świecie koncert na podziemnym lodowcu (w Wielkiej Sieni) z okazji wizyty Karola Ludwika Węgierskiego. Ścisłym rezerwatem przyrody jest od 1979 roku. Foto: Peter Olekšák / Dobšinská L'adová Jaskyña Dobszyńska Jaskinia Lodowa powstała w wyniku erozyjnej działalności Hnilca. Dzięki specyficznej konstrukcji przez cały rok utrzymuje się w niej ujemna temperatura. Jej długość wynosi 1232 m przy różnicy poziomów 112 metrów. A pokrywa lodu osiąga miejscami grubość 26,5 m! Jeżeli wybierzecie się na jej zwiedzanie, pamiętajcie, że nawet latem jest w niej bardzo zimno. Sama kurtka może nie wystarczyć. Foto: Peter Olekšák / Dobšinská L'adová Jaskyña Geravy Z Dedinek możemy także wyjechać wyciągiem krzesełkowym na znajdujący się powyżej wsi płaskowyż Geravy. Tyle tylko, że wówczas ominie nas jeszcze jedna atrakcja, skryta wśród lasu. Lepiej będzie przejść przez wzniesienie czerwonym szlakiem do osady Białe Wody (Biele Vody) (15 min. spod hotelu Priehrada) i stamtąd ruszyć na płaskowyż Zejmarską rokliną, jedynym krasowym wąwozem w Słowackim Raju, do którego wejście znajduje się na południu masywu. Jest to najkrótszy (liczy zaledwie 1 km), ale jednocześnie najbardziej stromy wąwóz Słowackiego Raju. W jego wnętrzu czekają nas podobne atrakcje jak w wąwozach północy: szlak wiodący praktycznie korytem potoku, drewniane kładki i metalowe drabinki, którymi będziemy pokonywać większe wodospady. Trzeba pamiętać o tym, że szlaki w wąwozach są jednokierunkowe. Zawsze prowadzą z dołu do góry. Chodzi o to, by uniknąć mijania się turystów na drabinkach, a także, by uniknąć schodzenia po nich w dół, co jest zawsze bardziej niebezpieczne. Koniec Zejmarskiej rokliny wychodzi w pobliżu górnej stacji kolejki. Znajduje się tu restauracja, kantor, bar i klika drewnianych stolików pod gołym niebem. A także węzeł szlaków prowadzących na zachód i północ Słowackiego Raju. Do Dedinek wrócimy szlakiem zielonym. Przy okazji warto przejść przez Gačovską Skałę, by zobaczyć wspaniałą panoramę Palcmanskej Mašy i Gemeru. Dedinky dziś Dedinky jako ośrodek turystyczny rozwinęły się, dopiero po przemianach w 1992 roku. Warto się tu wybrać w dowolnym momencie roku. Choć najlepiej latem. Wówczas możemy nie tylko swobodnie maszerować po Słowackim Raju, ale i skorzystać z kąpieli w wodach Palcmanskej Mašy. Zimą jest to raczej trudne... Nie spodziewajmy się jednak kurortu na miarę Międzyzdrojów czy osad tatrzańskich. W Dedinkach panuje spokój, więc wizytę w tej maleńkiej wsi polecamy raczej tym, którzy uciekają od cywilizacji, niż poszukującym rozrywek. Foto: Shutterstock Dedinky Stojący nad brzegiem jeziora (do niedawna jedyny w Dedinkach) Hotel Priehrada przeszedł kilka remontów a nowoczesne pensjonaty, udekorowane czerwienią pelargonii, przypominają domki szwajcarskich wioseczek. Nietrudno tu o miejsca noclegowe. Działa także kemping i kilka restauracji. W centrum wsi stoi barokowo-klasycystyczny kościół z 1853 roku i pomnik poległych w 1944 roku powstańców SNP (Slovenské národné povstanie). Koleją dostaniemy się stąd do Zvolena i Banskéj Bystricy, autobusem do Spiskiej Nowej Wsi lub Dobšiny. A samochodem wszędzie. Najlepiej na południe, by zobaczyć Gemer, który tu właśnie się zaczyna. A w nim jedną z dwóch na świecie jaskiń aragonitowych i leżącą na granicy z Węgrami jaskinię Domica, po której jeszcze niedawno można było pływać łodziami. Dziś poziom wody najczęściej jest zbyt niski, by było to możliwe. Jaskinia Domica, która po stronie węgierskiej nosi nazwę Baradla, wciąż czeka na wspólny projekt transgraniczny, który umożliwi zwiedzanie tej niezwykłej jaskini po obu stronach granicy. Być może fundusze unijne zmotywują lokalnych działaczy do likwidacji granicy pod ziemią, podobnie jak ma to miejsce na powierzchni.
Jak powinnam się do pana zwracać - Sven Lau, czy Abu Adam? Sven Lau jest "urzędowym" imieniem i nazwiskiem, odziedziczonym po rodzicach. Abu Adam oznacza po arabsku "ojciec Adama". To imię mojego pierworodnego syna. Mam jeszcze trzecie, muzułmańskie imię - Husajn. W sumie jest mi obojętne, jak ludzie się do mnie zwracają. Na pewno te trzy przydomki odzwierciedlają moją tożsamość. Wzywa pan młodych muzułmanów w Niemczech, aby ściśle przestrzegali prawa szariatu. Jak według pana powinien żyć ortodoksyjny salafita? Odpowiedź znajdzie pani w Koranie. W świętej księdze islamu zapisano wszystkie zasady wiary, normy obrzędowe i zachowania społeczne muzułmanina. Większość naszych czytelników nie zna Koranu. Mogę poprosić o kilka szczegółów? Pobożni muzułmanie opierają życie na pięciu filarach: świadectwie wiary, modlitwie, jałmużnie, poście i pielgrzymce do Mekki przynajmniej raz w życiu. Co odróżnia w codziennym życiu umiarkowanego muzułmanina od radykalnego salafity? W islamie nie istnieje podział na radykalnych i umiarkowanych muzułmanów. Istnieją tylko muzułmanie jako jednolita wspólnota religijna. Wprawdzie prorok Mahomet powiedział, że pobożny muzułmanin jest bardziej umiłowany Bogu niż muzułmanin słabej wiary, ale obydwaj są dziećmi bożymi. Określenie "salafita" pojawiło się w niemieckich mediach cztery, pięć lat temu. To sztuczny podział, aby dokonać rozłamu wśród społeczności muzułmańskiej. Salafici chcą żyć według tradycyjnej wykładni islamu z czasów Mahometa, kreując się na samozwańczych stróżów moralności. Czy Niemcy mają powody, aby odczuwać przed wami strach? Nie bardzo rozumiem, kogo i czego powinno się obawiać niemieckie społeczeństwo. Wcześniej używano wobec nas równie nośnych określeń medialnych - terroryści, radykałowie, fundamentaliści. W ten sposób próbuje się marginalizować muzułmanów, piętnować, zniesławiać. Szukamy partnerskiego dialogu z władzami. Dlaczego nikt z nami nie rozmawia, skoro społeczeństwo tak bardzo się nas obawia? Nie przeczę, że wśród salafitów istnieje niewielki odsetek osób nawołujących do przemocy. Nie ma to nic wspólnego z islamem. Wzniecanie islamofobii jest kontrproduktywne. Trzeba piętnować konkretne osoby, dopuszczające się zbrodni i aktów terroru. Z jednej strony domaga się Pan powrotu do konserwatywnych źródeł islamu, a z drugiej chętnie korzysta ze zdobyczy współczesnej cywilizacji. Prorok Mahomet nie przekręca się w grobie? Salafizm postuluje odrodzenie islamu poprzez powrót do jego pierwotnych źródeł, do "religii przodków". Ludziom wydaje się, że skoro chcemy żyć konserwatywnie, kierując się zasadami wiary objawionymi 1400 lat temu, to wracamy do epoki kamienia. Zgodnie z tymi wyobrażeniami konserwatywny muzułmanin powinien mieszkać w szałasie, jeździć na wielbłądzie i gotować na palenisku. Oczywiście, że możemy korzystać z nowinek technicznych - internetu, komórek, portali społecznościowych, samochodów, czy samolotów. Jedynie pod względem religijnym jesteśmy zobowiązani do przestrzegania prawd wiary zapisanych w Koranie i objawionych 1400 lat temu. Aspekty duchowości islamskiej traktujemy bardzo rygorystycznie i dosłownie. Dlatego dwa lata temu rozdawał pan Koran na ulicach Niemiec, a we wrześniu zorganizował patrol islamskiej policji obyczajowej w centrum Wuppertalu? Nie uważa pan, że tego rodzaju akcje podsycają wrogość wobec islamu, a przerażeni Niemcy wychodzą na ulice, obawiając się islamizacji Zachodu? Przyznaję, że nazwa "Policja Szariatu" nie była zbyt trafna, bo sugerowała przymus, a my nie chcemy nikogo nawracać siłą. Po prostu troszczymy się o naszych zagubionych braci i siostry, chcemy by zeszli z fałszywej ścieżki. Świadomie nagłośniliśmy całą akcję. Zależało nam na rozgłosie i zainicjowaniu publicznej dyskusji o szariacie i wartościach islamskich w Niemczech. W sumie jednorazowy patrol był bardzo udany, skoro nawet kanclerz Merkel skomentowała naszą akcję. Niemieckie władze uważają, że salafizm jest pożywką dla terroryzmu, zarazkami Al-Kaidy. Co najmniej 450 młodych ludzi ze środowiska niemieckich salafitów walczy w szeregach dżihadystów z samozwańczego Państwa Islamskiego. Nie każdy salafita jest dżihadystą tak, jak i nie każdy dżihadysta jest terrorystą. Ale szef Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji Heinz Fromm powiedział, że: "Każdy znany nam terrorysta zetknął się kiedyś z salafitami". Cztery lata temu po zamachu terrorystycznym w centrum w Sztokholmu niemieccy funkcjonariusze z urzędu ochrony państwa poprosili mnie o nagranie filmu wideo potępiającego zamach. Władze obawiały się, że w Niemczech może dość do podobnych ataków ze strony społeczności muzułmańskiej. Zdecydowanie odrzucamy przemoc i zamachy na ludność cywilną. Wszystko jedno, czy dokonują ich muzułmanie mieszkający w Europie, bojownicy Państwa Islamskiego albo Amerykanie. Apelujemy do młodych muzułmanów o rezygnację z zamachów terrorystycznych, ponieważ szkodzą wizerunkowi całej wspólnoty. Islam jest religią pokoju i miłości. Zabrania zabijać niewinnych ludzi w okrutny i podstępny sposób. To tylko pobożne życzenia, patrząc na rozwój sytuacji w Iraku i Syrii. Przeraża ogrom brutalności i okrucieństwa dokonywanych w imię islamu. Czy mordy dżihadystów z Państwa Islamskiego nie stawiają islamu w złym świetle? Mogę tylko przyznać pani rację. Jednak zapomina się, że myśliwce bojowe Amerykanów i ich sojuszników także zabijają ludność cywilną. Moim zdaniem to dwa oblicza jednej i tej samej zbrodni. 90 proc. ofiar wojsk amerykańskich w Iraku i Afganistanie stanowią cywile. To dla mnie tak samo godne potępienia, jak egzekucje dokonywane przez dżihadystów z Państwa Islamskiego. Smutne jest tylko to, że obydwie zbrodnie są oceniane bardzo wybiórczo. Międzynarodowa opinia publiczna potępia i wytyka palcami jedynie muzułmanów. Tymczasem zbrodnia pozostanie zbrodnią, niezależnie od tego, kto pociąga za spust. Uważa się, że na islam przechodzą młodzi, zagubieni imigranci, z biednych rodzin, bez perspektyw życiowych Co sprawiło, że odszedł pan od religii katolickiej i konwertował na islam? Byłem zwykłym nastolatkiem. W młodości paliłem trawkę, uganiałem się za dziewczynami, kopałem piłkę. Przez wiele lat byłem przewodniczącym klasy. Nie zastanawiałem się nad sensem życia. Chodziłem na lekcję religii, ale nigdy mnie nie zainspirowały do głębszej refleksji. Były nudne i rozwlekłe. Byłem takim "papierowym katolikiem". Boże Narodzenie, czy Wielkanoc nie kojarzyły mi się ze świętem religijnym tylko prezentami. Pewnego dnia spotkałem w pracy tureckiego kolegę, otworzył mi oczy i uświadomił, że nasza ziemska egzystencja kryje wyższy cel. Tego nie powiedział mi nikt z moich bliskich i przyjaciół. Od nich słyszałem, że żyje się tylko raz. Trzeba się bawić się i korzystać z życia. Zacząłem czytać Biblię, Stary i Nowy Testament. Zauważyłem wiele podobieństw, ale i sprzeczności między Koranem i Biblią. Jedną z nich, może największą jest dogmat o Trójcy Świętej. Bóg w trzech osobach? Uznałem to za zasadniczą sprzeczność. W religii monoteistycznej istnieje tylko jeden Bóg. To ostatecznie przekonało mnie do przejścia na islam, jedynej, prawdziwej religii. Rodzice nie byli zaskoczeni? Przede wszystkim przyjaciele i znajomi. Rodzice uważali, że to młodzieńcza faza buntu i kiedyś mi przejdzie. Ale - Bogu niech będą dzięki - wytrwałem. Upływ czasu jeszcze bardziej pogłębił i umocnił moją wiarę. Jest pan żonaty, ma pięcioro dzieci. Jako rolę pełni żona w pańskiej rodzinie? Kobiety odgrywają bardzo ważną rolę w islamie. Obyczajowość islamska ma różne oblicza w poszczególnych krajach muzułmańskich. Moja żona ma prawo jazdy, zawozi samochodem dzieci do przedszkola i szkoły, chodzi do klubu fitnessu dla kobiet. Może, ale nie musi pracować zawodowo. Najważniejsze, aby zachowywała się skromnie, zgodnie z islamskim sposobem życia. Niektórzy muzułmanie bardzo ograniczają prawa swoich małżonek. Moja żona sama wie, gdzie jest jej miejsce i nie muszę jej stawiać żadnych ograniczeń. Są kobiety, które przekraczają granice obyczajowości islamskiej i na przykład spotykają się w kawiarni z obcymi mężczyznami. Na takie zachowanie nie dałbym żonie przyzwolenia. A co z pracą zawodową? Żona ma pana przyzwolenie? Wszystko zależy od tego, jaka to byłaby praca. Zasadniczo nie mam nic przeciwko pracy zarobkowej muzułmanek. Nie uważa pan, że to trochę dziwne, aby w XXI wieku żona pytała męża o zgodę na podjęcie pracy? Pani wydaje się to dziwne, bo wychowano panią w innej kulturze. Dla nas to normalne zachowanie. Właściwie jestem niewłaściwym adresatem tego rodzaju pytań. Powinna pani porozmawiać na ten temat z jakąś muzułmanką. Nie mogę mówić w imieniu ogółu kobiet, tylko mężczyzn. A tak na marginesie: gdyby islam tak bardzo tłamsi prawa i osobowość kobiet, dlaczego odsetek wierzących muzułmanek jest znacznie większy niż mężczyzn? Niemieckie media nazywają pana islamskim kaznodzieją nienawiści, duchowym podżegaczem, samozwańczym stróżem moralności, łowcą ludzkich dusz. Które z tych określeń najlepiej oddaje pana działalność? Dziennikarze nie mają dowodów, że szerzę nienawiść. Nie mam problemu z obraźliwymi przydomkami, krążącymi na mój temat. Kim ja jestem? Nikim, pokornym sługą Boga. Określenie "łowca ludzkich dusz" to dla mnie ogromny zaszczyt i komplement. Skoro w Niemczech porównuje się pana do terrorysty i obraża, nie byłoby lepiej opuścić zdegenerowany Zachód i zamieszkać w jakimś kraju muzułmańskim? Jestem Niemcem i kocham moją ojczyznę. Niemcy są pięknym, wysoko rozwiniętym gospodarczo krajem. Konstytucja gwarantuje wszystkim wolność wyznania. Ludzie konwertujący na islam są stygmatyzowani jako zdrajcy i terroryści. Z drugiej strony wielu muzułmanów krytykuje porządek demokratyczny Niemiec. Odpowiadam im, by przetestowali wolność słowa w Tunezji, czy Egipcie. Natychmiast poczują na karku karzącą pięść państwa. Niedawno w rozmowie z reporterem "Gazety Wyborczej" zapowiedział pan ofensywę szariatu skierowaną do polskich muzułmanów. Jakie były reakcje? Po przejściu na islam prowadzę od 2005 rok działalność misyjną pod hasłem "Zaproszenie do islamu". "Da`wa" stanowi ważny obowiązek religijny muzułmanina. Moja inicjatywa spotkała się z bardzo negatywnym oddźwiękiem wśród Polaków. Mój profil na Facebooku zasypały setki komentarzy. Ostrzegano, że Polska to nie Niemcy. Po przekroczeniu granicy będzie czekał na mnie "komitet powitalny z kijami baseballowymi i rozwali mi pusty, muzułmański łeb". W czasie wizyty w Strasburgu pod koniec listopada papież Franciszek w przemówieniu przed Parlamentem Europejskim przedstawił pesymistyczny obraz Europy, "podstarzałej i przytłumionej", zdominowanej przez egoizm, konsumpcjonizm i obojętność. Doświadczają jej zarówno ludzie starsi, pozostawieni własnemu losowi, jak i pozbawiona szans na przyszłość młodzież oraz imigranci. Czy islam zna rozwiązanie problemów trapiących Europę? Całkowicie zgadzam się z oceną papieża dotyczącą kondycji współczesnej Europy. Odsyłam do lektury Koranu. W świętej księdze islamu można znaleźć kojące i sensowne odpowiedzi na pytania o sens życia i troski gnębiące współczesny świat. Czy wyobraża pan sobie pokojowe współistnienie islamu z chrześcijaństwem? Dlaczego nie? Nasz Prorok żył w zgodzie z Żydami i chrześcijanami, prowadził interesy z wyznawcami Mojżesza. Islam pozwala nam jeść mięso Żydów i chrześcijan, poślubiać wasze kobiety. Dlaczego nie moglibyśmy żyć razem w pokoju? Ziemia byłaby rajem, gdyby ludzie przestrzegali nakazów swej wiary.
Składniki:- 2 szklanki wody,- 1,5 łyżki miodu,- szczypta soli,- sok z połowy wodzie rozpuścić miód. Następnie dodać sól i sok z cytryny.
Irak. Piekło w raju Okrucieństwo dyktatury, nędza wolności, arogancja najeźdźców… Wszystko to i o wiele więcej zobaczymy w dramatycznych opowieściach Irakijczyków, które powierzyli Pawłowi Smoleńskiemu. Nie jest to książka wpisująca się w spór o słuszność lub niesłuszność interwencji wojskowej w Iraku. To rzecz o losie kraju i ludzi, po których przejeżdżały walce Historii. Wreszcie z dala od zgiełku telewizyjnych fajerwerków i wojennej propagandy możemy wsłuchać się w głosy Irakijczyków. Są różne, bardzo różne. I nic tu nie jest proste ani oczywiste, zwłaszcza dla nas, ludzi z innego świata. Posłuchajmy tych głosów. Koniecznie. Artur Domosławski Smoleński nie występuje tylko w roli kronikarza, lecz komentatora wydarzeń i relacji nieraz ze sobą sprzecznych. Ta książka jest dziełem wstrząsającym w swojej wymowie. Dzięki Smoleńskiemu odkryjemy, co myślą dziś wahabici, oficerowie wywiadu i bezpieki Saddama, i jak działają niektóre stowarzyszenia mistyczne. Hatif Janabi Nigdy nie byłem w Bagdadzie. Wiem jednak — po przeczytaniu książki Pawła Smoleńskiego — że uczynię wszystko, by tam pojechać. By poznać to niezwykłe — w swym micie i w swym nieszczęściu — miasto kalifów i dyktatorów, miasto buntowników i ludzi przetrąconych, miasto, które zmaga się ze swoim losem. Irak jest wielkim i ciężkim doświadczeniem naszego czasu. Udział Polski i Polaków w misji stabilizacyjnej to często przedmiot krytyki. Byłem innego zdania. Uważałem, że wsparcie akcji militarnej przeciwko reżimowi, który terroryzował, torturował i zabijał Irakijczyków, to wojna sprawiedliwa. Ale można wygrać wojnę i przegrać pokój. Pasjonująca książka Pawła Smoleńskiego utwierdziła mnie w tym przekonaniu. Tłumaczy, jak bardzo skomplikowany jest dzisiejszy Irak. Co najważniejsze jednak: cała europejska i amerykańska, a także polska debata na temat Iraku odbywa się praktycznie bez udziału samych Irakijczyków. Z kart książki przemawiają właśnie Irakijczycy. Warto ich wysłuchać. Adam Michnik Książka Pawła Smoleńskiego jest znakomitym przykładem reportażu literackiego i zajmuje godne miejsce w tradycji tego nurtu ostatniego półwiecza, obok takich autorów jak Pruszyński i Wańkowicz. Jest dziełem rozgrywającym się — jak każda dobra literatura — na różnych planach. Przede wszystkim jest reportażem o Iraku, ale autor nie zatrzymuje się na komentowaniu doraźnych wydarzeń i komunikatów z linii frontu. Stawia sobie zadanie dużo bardziej ambitne — chce zrozumieć społeczeństwo muzułmańskie, jego kulturę, tradycję i sposób myślenia. Obiera drogę, którą reporterzy podążają od czasów Herodota — rozmowy z ludźmi i relacjonowania ich opowieści. Ryszard Kapuściński Inne wydania
Pictures Apartament z widokiem na ocean w La Lajita. 88 m² - Opis nieruchomości Apartament z widokiem na ocean w La Lajita. Dwupoziomowy apartament z widokiem na ocean położony w południowej miejscowości wyspy La Lajita. Powierzchnia całkowita nieruchomości wynosi 88m2. Powierzchnia użytkowa wynosi 66m2. Składa się z 2 sypialni, 1 łazienki, 1 ubikacji, kuchni, salonu, jadalni, pralni, pomieszczenia gospodarczego, balkonu, oraz 2 tarasów, w tym górny z widokiem na ocean. Nieruchomość znajduje się kompletnie umeblowana i wyposażona. Posiada klimatyzację. Odległość do plaży około 70/80 metrów. Cena: (cena do negocjacji) Kupujący nie płaci prowizji od zakupu nieruchomości!!! Nie pobieramy opłat od klienta za usługi związane z zakupem nieruchomości takie jak: – uzyskanie numeru „NIE” – otwarcie konta bankowego – tłumacz – sprawdzenie zadłużenia nieruchomości – zmiana mediów itp. Podstawowe informacje Rodzaj nieruchomości : ApartamentTyp ogłoszenia : Na sprzedażListing ID : 1242Cena : €175,000Widok : MorzeSypialnie : 2Łazienki : 2Powierzchnia użytkowa : 88 m²Rok budowy : 2003 Cechy KlimatyzacjaBalkonWidokPrzyjazne zwierzętomKuchniaWysoki sufitMagazynUmeblowany : Pełne umeblowanie Urządzenia - wyposażenie LodówkaMikrofalówkaKuchenkaPralkaSuszarka do włosówNaczyniaRęcznikiInternet Okolica Centrum handlowe 5 MinutyCentrum mista 5 MinutySzpital 50 MinutyPrzystanek autobusowy 10 MinutyLotnisko 50 MinutyKawiarnia 5 MinutyPlaża 3 MinutySzkoła 7 Minuty Apartament Na sprzedaż Listing ID : 1242 Sypialnie : 2 Łazienki : 2 Powierzchnia użytkowa : 88 m² Share on Facebook Share on Twitter Share on Pinterest
7 minut w raju